fbpx

Pierwsza połowa ubiegłego roku upłynęła pod hasłem fajnych startów, pierwszego w życiu biegania z planem treningowym, pierwszym ultramaratonem, który pokazał, że stać mnie na wiele, a biegi ultra są dla mnie. To Ultramaraton Magurski  2018 (57km) wspominam z rozrzewnieniem i nie mogłam się doczekać powrotu w Beskid Niski, na trudniejszą tym razem i dłuższą trasę biegu (67 km). Wiedziałam jednak, że to nie będzie tak dobry bieg jak rok temu. Żaden bieg, w tym roku do dobrych nie należał i takich też nie oczekuję w najbliższych miesiącach.  A dlaczego?

No to lecimy!

Zaraz po Ultramaratonie Magurskim w sierpniu 2018 r. 

dość mocno się pochorowałam. Na tyle mocno, że do końca stycznia ciągle nie mogłam pozbyć się gorączki, kataru, bólu głowy i ogólnego osłabienia. Przeziębienie goniło przeziębienie. 

Nie to jednak było najgorsze, a konsekwencje z tym związane. Tuż przed listopadowym maratonem w Porto, który miał być moim startem docelowym już dość poskładana przez ciągłe gorączki ,pojawił się większy problem.

Problem, z którym od tamtego czasu nieustannie walczę. 

Kręgosłup

Od 11 miesięcy (sic!) stawiam czoła bólowi kręgosłupa. Diagnoz jest kilka, nie wdając się w szczegóły 4 różne zwyrodnienia, na 4 różnych odcinkach kręgosłupa. Jak do tego doszło? Nie wiem. (Też nucisz w głowie?:P)

Lekarze też nie wiedzą, ale od razu zaznaczę żeby nie doszukiwać się tutaj winy w bieganiu maratonów, asfaltów itd.. Takie zwyrodnienie jak np. Dehydrytacja krążka (też posiadam) może mieć podłoże genetyczne, a to że „dopiero” teraz i tak nagle wszystko się objawiło to tylko dzięki uprawianiu aktywnego trybu życia, gdzie kręgosłup miał swego rodzaju gorset z mięśni, który go chronił. A że zaczęłam chorować, przestałam ćwiczyć cokolwiek ,mięśnie stawały się coraz słabsze i już kręgosłup nie miał takiego wsparcia jak dotychczas.

Pierwsze pół roku było najgorsze, bo ból nie pozwolił mi normalnie funkcjonować. Czułam go codziennie, raz w karku, raz w lędźwiach, czasem taki, że łamał mnie w pół i nie pozwolił wyjść z łóżka. Czasem tak silny, że nie mogłam zrobić siku. Z reguły o tym się nie mówi. Leżenie boli, stanie boli, siedzenie boli. Bierzesz prochy i zasuwasz do pracy. Codzienne obowiązki- samo życie!

Nie chce litości, zaciskam zęby i robię co mogę. 

A mogłam na ten czas niewiele. „Tak nagle” 10 kg na plusie co wcale nie pomogło. Tu gorączka- tu kręgosłup. Łooo Panie!!! Ileż jeszcze?!

Joga

Jakoś się pozbierałam mniej więcej w połowie stycznia i od lutego wiedziona kobiecą intuicją, internetowymi wujkami dobra rada i opiniami znajomych i fizjo wyruszyłam w poszukiwaniu zajęć jogi.

Tutaj otwarcie muszę powiedzieć, że czarno to widziałam. Ja i joga?

Wstrząśnięte, nie mieszane, jak olej i woda. Nie sądzę…..No ale jak już wątroba krzyczy, że nie przyjmie więcej ani jednej przeciwbólowej piksy to trzeba szukać innych dróg. No i jakoś takoś się przemogłam i poszłam na te pierwsze zajęcia.

Zanim jednak się zaczęły od razu wykupiłam karnet na cały miesiąc. Nie ma odwrotu!

Pomyślałam, że nawet jeśli mi się nie spodoba to będzie żal kasy i jeszcze się przenudzę najwyżej kolejne 3 tygodnie 😉

Pomijając fakt, że wchodząc na sale czułam się jak dziecko we mgle to urzekła mnie atmosfera tego miejsca, spokój i cisza. Niesamowite doznanie 🙂

Potem było juz tylko lepiej. Zajęcia na zdrowy kręgosłup to był strzał w dziesiątkę. Po 5 miesiącach zajęć widzę znaczną poprawę. Zarówno mój kręgosłup (co najważniejsze) jak i nerwowy charakter zostały ukojone .

Piękne to <3

Nie mówię, że kręgosłup odpuścił na dobre, ale jednak doznania bólowe znacznie ustąpiły i zdarzają się teraz sporadycznie. A nawet jeśli pojawi się jakiś ból lub napięcie to wiem jak sobie z tym radzić. 

Zakupiłam niezbędny zestaw pierwszej pomocy domowej, czyli: mata, 2 kostki drewniane, 1 kostka piankowa, taśma i czasami w domu się poratuję. 

Na zajęcia średnio uczęszczam raz, dwa razy w tygodniu. Trwają one po 1,5 h w świetnej atmosferze, niesamowitego zrozumienia i wsparcia. Przy holistycznym podejściu do ciała i duszy można naprawdę wiele zdziałać. 

Poza stricte fizyczną poprawą komfortu życia również  w sferze duchowej dokonała się duża zmiana w moim życiu. Najważniejsza to taka, że zaczęłam panować nad swoimi emocjami i już nie jestem tak nerwowa jak kiedyś. 

Na pewno napiszę o faktach i mitach dotyczących jogi w osobnym artykule. Myślę, że jest to ważne i potrzebne, szczególnie, że sama spotkałam się z wieloma dziwnymi zarzutami skierowanymi w stronę aktywności jaką jest joga.

Myślę, że jest to bardzo niedoceniany sport okryty dziwnymi legendami i wymysłami.

Będę polecała zajęcia jogi każdemu kto chce poprawić komfort swojego życia ma problemy z kręgosłupem, układem ruchu, szczególnie biegaczom, ale i wszystkim tym, którzy szukają odskoczni od pędu dnia codziennego. 

Joga może wydawać się nudna ale na pozór proste ćwiczenia wcale takie nie są. Potrzeba wiele wysiłku żeby każdą sekwencję wykonać prawidłowo i w zgodzie z własnym ciałem. Tutaj szybko i bezmyślnie nie ma racji bytu!

Oczywiście są różne odmiany i etapy zaawansowania jogi. Ja mogę mówić tylko o zajęciach, które skupiają się głównie na kręgosłupie i takie też mogę polecić :).

Reasumując opieprzam się ze względu na mój kapryśny kręgosłup. Jest coraz lepiej głównie dzięki jodze, ale to proces który będzie trwał.

Raz hossa, raz bessa. Jak w życiu! 🙂

A jeśli chcesz wiedzieć jak wyglądała moja tegoroczna przygoda na V Ultramaratonie Magurskim to zapraszam do przeczytania tutaj 🙂