fbpx

Ten wpis będzie relacją z naszej podróży do Włoch, a dokładniej regionu Kampania na południu kraju.

W Neapolu oraz okolicach spędziliśmy w sumie tydzień. Tydzień pozbawiony biegania z racji mojej przeciągającej się kontuzji, ale pełen długich pieszych wycieczek.

W przeciągu tego tygodnia poza Neapolem odwiedziliśmy również Pompeje, Amalfi oraz Wulkan Wezuwiusz. 

Przed wyprawą dużo czytaliśmy na temat kierunku naszej planowanej podróży. Nie lubimy miejsc oczywistych, więc Rzym czy Wenecja odpadały. I chociaż nigdy wcześniej we Włoszech nie byłam to właśnie południe zaintrygowało mnie najbardziej i chciałam osobiście je poznać i ocenić.

 

Dzień pierwszy

 

Z otwartą głową bez uprzedzeń, pełni ekscytacji wylądowaliśmy w Neapolu ok. godziny 16:00 . Z lotniska zamówiliśmy taksówkę za pomocą jednej z aplikacji, gdzie tanio można podróżować. Niestety tanio nie było, jak okazało się zapłaciliśmy prawie 30 euro za dojazd do centrum miasta gdzie odległość liczyła sobie ok. 10 km. Do tego taksówkarz chciał abyśmy jeszcze zapłacili dodatkową opłatę za wjazd do miasta. Niestety nie udało mu się nas nabrać. To są detale, bo opłata chyba 1 euro, no ale niesmak pozostaje bo takie opłaty leżą po stronie kierowcy, a i tak są one wliczone już w rachunek za przejazd. Wsiadając do taxi mieliśmy na liczniku 6,5 euro więc wcale nie mało.

 

Ogólnie żal wielki, że w Neapolu nie ma Ubera, chociaż z drugiej strony jak później okazało się komunikacja miejska i regionalna działa bardzo prężnie, jest bardzo wiele możliwości kombinacji środków transportu. A z naszego miejsca na lotnisko, w drodze powrotnej zapłaciliśmy tylko 1,30 euro przy czym podróżowaliśmy tylko jednym miejskim autobusem. Oczywiście trasę na lotnisku z głównego dworca Garibaldi obsługuje też linia Alibus, ale koszt takiego biletu to 5 euro. Jednak 5 euro, a 30 to spora różnica, a jeśli porównamy to z miejską komunikacją za jedyne 1,30 euro to naprawdę można tanio podróżować 🙂 .

 

Jakież było nasze zdziwienie, kiedy po dodarciu do pensjonatu, który wynajęliśmy przez booking.com okazało się, że pensjonatem wcale nie jest, a prywatnym mieszkaniem, w którym mieszka kobieta ze swoim psem i wynajmuje jeden pokój. Na szczęście mój Człowiek ma uczulenie tylko na sierść kota, ale sam fakt, że takiej informacji nie było w ogłoszeniu  (jak i informacji, że to nie pensjonat) jest karygodne. Pomijając całą atmosferę panującą w tym domu, brak jakiejkolwiek prywatności i dziwne zachowania właścicielki to bazę wypadową do zwiedzania mieliśmy nienajgorszą.  Ale opowieść o samym zakwaterowaniu do temat na osobny wpis i w sumie to chyba nie jestem gotowa, aby przeżyć to jeszcze raz xD.

 

Jedyne co mogę powiedzieć  na ten moment to, że oceny na booking.com niestety nijak się mają do realiów ofert tam przedstawianych. My wynajęliśmy pokój z opinią powyżej 9/10. A sam fakt, że nie można dać oceny niższej niż 2,5/ 10 o czymś świadczy…. Wiadomo, że im więcej wynajętych miejsc, tym większa prowizja dla portalu, a więc zupełnie nie jest im na rękę niskie ocenianie lokali tam reklamowanych. Wcześniej wyglądało to zupełnie inaczej. Dodam, że  w swoim życiu wiele podróżowałam i nie mam wygórowanych oczekiwań, no ale jednak jeśli napisane jest pensjonat i codzienne sprzątanie, a żadna z tych pozycji nie została spełniona (i nie tylko te) to chyba coś jest nie tak i nie wierzę, że te wszystkie przychylne komentarze są prawdziwe, albo nie wiem o co chodzi ^^.

 

No ale brnąc dalej, pozostawiliśmy bagaże w naszej noclegowni i poszliśmy zjeść „pyszną” neapolitańską pizzę. Wszak Neapolu to stolica włoskiej pizzy! Oczywiście lokal również wybraliśmy z tych najwyżej ocenianych, a że znajdował się dosłownie po drugiej strony ulicy naszego „pensjonatu” to poszliśmy tam czym prędzej.

 

No i kolejny zawód w przeciągu godziny. Najlepsze z całej pizzy był sos pomidorowy na jej spodzie i tutaj mówię serio! Pyszne włoskie pomidorki. Niebo w Ziemi! No i winko, tez było pyszne. Poza tym ogromny zawód.

I tutaj konsternacja czy te wszystkie pyszne pizze, które oferują kieleckie pizzerie i które tak uwielbiam- a wiadomo, że Kielce pizzeriami stoją- mnie oszukiwały i to wcale nie są prawdziwe włoskie pizze tylko jakieś podrabiańce, a ta we Włoszech, w stolicy pizzy jest tą prawdziwą, czyli taka bezpłciową, gdzie tylko sos na spodzie i wino ratują całą sytuację? Nie chciałam tego zaakceptować, ale musiałam dać sobie chociaż jeden dzień przerwy na pogodzenie się z tym co właśnie zaszło. Mój smutek i żal uratowało kupno 5 l winka, które już do końca podróży popijaliśmy wieczorkiem 🙂 . Tyle z pierwszego dnia.

Dzień drugi

Dzień drugi rozpoczęliśmy tradycyjnie jak to we Włoszech od kawy i słodkiego śniadania. Niestety to nie moje klimaty, mój organizm akceptuje tylko i wyłącznie białkowo- tłuszczowe śniadania i na takich mogę normalnie funkcjonować. Po tych słodzidłach wszystkich niestety delikatnie mówiąc muli mnie i mam zjazdy energetyczne po chwilach wybuchów energii. No ale niestety nigdzie nie mogłam dostać na śniadanie jajecznicy ani nic w tym stylu więc zmuszona byłam to jakoś przetrwać, a zdarzyło się i tak, że na ratunek przyszła pizza :D.

Szukaliśmy nawet jakichś białkowych jogurtów, ale niestety nic takiego nie znaleźliśmy w żadnym sklepie. Ogólnie wybór produktów tego typu mają bardzo słaby, wszystko sztuczne i nafaszerowane syropem glukozowo-fruktozowym.  Sytuację uratował przepyszny croissant z kremem pistacjowym. Niebo w Ziemi <3 .

Drugi dzień postanowiliśmy poświęcić na zapoznanie się z najbliższą okolicą, co zaowocowało wykręceniem na samych tylko szkitkach 28 km w 35 stopniowym upale! Nie mamy dla siebie litości i nie potrafimy w lenistwo- to pewne.

Piękne wybrzeże, gdzie w tle nad miastem góruje piękny majestatyczny Wezuwiusz to prawdziwa uczta dla mych oczu. Cudowne doznanie, niesamowite przeżycie. Cóż to jednak przy tonach walających się śmieci na ulicach, roztrąbionych klaksonów tutejszych samochodów i skuterów, dla których przepisy drogowe nie maja żadnego znaczenia. Nie wiem co bardziej mnie uderzyło, czy to że wszędzie walają się sterty śmierdzących śmieci, czy to że na zielonym świetle dla pieszego samochody i skutery pędzą jak gdyby nigdy nic przed siebie nie zważając na nic, a wraz z naciskaniem na gaz walczą ze sobą, który klakson będzie głośniejszy. Pierwsze dwa dni były trudne, naprawdę. Ciężko przejść do porządku dziennego, kiedy ciągle słyszysz klaksony samochodowe, które w Polsce używane są tylko i wyłącznie w momencie realnego zagrożenia w ruchu. Poważnie czułam się zestresowana za każdym razem kiedy usłyszałam klakson bo dla mnie z automatu oznacza to zagrożenie, a z taką częstotliwością to szaleństwo. Kortyzol leciał w górę jak szalony. Bez wina nie szło by żyć ;). Piękne wybrzeże oraz urokliwe centrum miasta z wąskimi uliczkami rekompensowało nam trochę ten syf pod stopami oraz hałas klaksonów i chaos na drogach. Postanowiliśmy tego dnia dać szansę kolejnej restauracji i zjeść włoską pastę!

Niestety kolejny zawód- w restauracji dużo ludzi, ale niestety jedzenie najgorsze na świecie, do tego brudny kieliszek z winem, o którego wymianę poprosiłam i takie podejście do klienta w stylu „mamy Cię w dupie, ale daj nam Twoje pieniądze!”. W sumie to ogół restauracji, w których gościliśmy w tym czasie można by podpisać tym jednym hasłem, poza dwiema które faktycznie stanęły na wysokości zadania.

Tak sobie myślę czy aby przypadkiem nie mieliśmy cholernego pecha do tego miasta jeśli chodzi o ludzi i jedzenie^^ Ale jeden plus: nie okradli nas! (SPOILER!)

W sumie można powiedzieć, że jednak nie było tak źle.

No i drugi plus! Naprawdę wiele przepięknych, czarujących miejsc <3

Dziedzictwo historyczne zarówno Neapolu jak i całego regionu Kampania jest nie do przecenienia.

Tutaj chciałam Wam pokazać kilka miejsc, które warto odwiedzić:

Castel dell’Ovo

Z zamku rozpościera się niesamowity widok na zatokę oraz panoramę miasta. Wstęp jest darmowy. W gorące dni naprawdę może tam się usmażyć i bez wody ani rusz. Zresztą cały nasz wyjazd był bardzo upalny i tym razem nie narzekamy. Nauczeni doświadczeniem z Porto gdzie nas strasznie przepizgało szanujemy i doceniamy każdą dobrą pogodę 🙂

Widok na Castel dell’Ovo, po lewej stronie przedzierający się zza chmur Wezuwiusz :).

Kolejnym fajnym miejscem, które jednak zobaczyliśmy dopiero ostatniego dnia naszego pobytu jest Molo Beverello. Koniecznie trzeba odbyć spacer wybrzeżem spacerowym przy ulicy Francesco Caracciolo.
Warte zobaczenia są również Kanakumby Neapolu, gorąco polecam grupy z przewodnikiem (szczerze, nie wiem czy jest możliwość wejścia bez).

Molo Beverello

Via Francesco Caracciolo

wybrzeże spacerowe

Katakumby w Neapolu

Parco Sommerso di Gaiola - Area Marina Protetta

WARTO ZJEŚĆ W „L`Antica Pizzeria da Michele”

Miejsce, do którego ściągają tłumy turystów i smakosze pizzy z całego świata. Osławione dzięki m.in. Maradoie, który uwielbiał tam jadać, a także Julii Roberts, z którą w obsadzie nagrywano również tam film „Jedz, módl się i kochaj”.

Warto odstać swoje w kolejce, aby zjeść na miejscu lub wziąć pizzę na wynos i zjeść na schodku lub na ładwce nieopodal lokalu jak to robi wielu. My poszliśmy tym śladem. Dzięki czemu mogliśmy cieszyć się smakiem tej pizzy już po 45 minutach. To naprawdę niewiele 🙂

Wejście do Najlepszej Pizzerii na Świecie

Pizzeria da Michele

Wnętrze lokalu

Tradycyjna Margharita

To nie koniec relacji z naszego wyjazdu. 

Stay tuned!